Powrót

Prezenteizm, czyli praca mimo choroby

Artykuł zgodny ze stanem prawnym na dzień: 2016-11-29

Przeziębienie, tzw. jelitówka, a nawet grypa dla coraz większej liczby pracowników nie jest powodem do skorzystania z L4. Polacy coraz częściej przychodzą do pracy mimo choroby. Dlaczego tak się dzieje?

Termin „prezenteizm” wywodzi się z j. angielskiego, gdzie słowo prestent oznacza po prostu „obecność”. To właśnie ta ostatnia staje się niezwykle istotna w życiu nie tylko korpopracownika, ale też w przypadku wielu innych zawodów. Etap hojnego korzystania ze zwolnień lekarskich przez pracowników powoli odchodzi do lamusa.

Przeziębienie traci na znaczeniu

Jeszcze kilka lat temu jedną z najpopularniejszych przyczyn wystawiania zwolnień lekarskich było przeziębienie. Podwyższona temperatura, zatkany nos, kichanie, kaszel, a nawet ból głowy dziś już nie są wystarczającym powodem do zrezygnowania z przyjścia do pracy – przynajmniej dla sporej części pracowników. Okazuje się, że Polacy coraz częściej przychodzą do pracy, nie tylko bagatelizując objawy przeziębienia, ale nawet grypy czy też tzw. „grypy żołądkowej”. Okazuje się natomiast, że dzisiaj nieobecność  w pracy jest zazwyczaj spowodowana w dużej mierze chorobami układu kostno-stawowego. Co ciekawe, nie chodzi w tym wypadku o same urazy mechaniczne, którym ulegamy – w większości są to efekty chorób cywilizacyjnych. Spędzamy dużo czasu przed komputerem, w pozycji siedzącej, mało się ruszamy, na co wpływa  dużym stopniu podróżowanie głównie własnym autem, a przez to najbardziej cierpi kręgosłup. To z kolei może doprowadzić do tak silnego bólu, który wręcz uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Innym powodem zwolnień są też problemy psychicznie. W tym wypadku ogromne znaczenie ma stres w pracy i nasza umiejętność radzenia sobie z nim. Niestety kłopoty psychiczne oddziałują na cały organizm i mogą też wpływać na rozwój innych chorób. Poza tym często występują zwolnienia lekarskie związane z ciążą.

Dlaczego prezenteizm w Polsce ma się coraz lepiej

Dlaczego coraz więcej osób przychodzi do pracy mimo choroby? Czy to efekt strachu przed utratą posady? W jakimś stopniu na pewno, ale to nie tylko obawa przed utratą  zatrudnienia nas do tego skłania. Prezenteizm najczęściej dotyka menedżerów i pracowników zatrudnionych na stanowiskach specjalistycznych. Są to bowiem osoby, które trudno zastąpić. Zazwyczaj na wysokich stanowiskach, mają świadomość, że ich nieobecność może realnie przełożyć się na straty finansowe firmy. Z jednej strony czują dużą odpowiedzialność, ale też jest to rodzaj presji „z góry”. Zupełnie inaczej jest na stanowiskach szeregowych – tutaj nieobecność jednego pracownika zwykle nie naraża firmy na większe straty finansowe, problem robi się natomiast w sytuacji, gdy wielu pracowników tego samego szczebla choruje jednocześnie.

Presja czasu to kolejny czynnik, który skłania do prezenteizmu. Niewykonanie projektu na czas skutkuje nie tylko opóźnieniem zapłaty, ale bardzo często może wiązać się np. z dotkliwą karą finansową lub stratą intratnego klienta. Stawka w takich sytuacjach jest naprawdę wysoka i pracownicy zatrudnieni przy realizacji tego rodzaju projektów zdają sobie z tego sprawę.

Na decyzję o przyjściu do pracy, wbrew objawom przeziębienia, wpływa też często system oceny. Pracownicy wielu firm maja świadomość, że liczba dni spędzonych na L4 może przełożyć się np. na brak premii. O ile jednak brak dodatkowych pieniędzy wielu pracowników przetrwa, to utrata pracy jest większym ciosem. Mimo coraz lepszej sytuacji na rynku pracy, coraz niższego bezrobocia, nadal trudno jest znaleźć pracę marzeń, taką, w której nie tylko się spełniamy, ale współpracujemy z osobami, które lubimy i cenimy. Stres przed utratą takiej pracy może zwyciężyć. W przypadku osób, które pracują na szeregowych stanowiskach i są jednocześnie odpowiedzialne za utrzymanie rodziny, presja jest jeszcze większa.

Wprowadzenie zwolnień lekarskich w formie elektronicznej, coraz częstsze kontrole ZUS-u, monitorowanie kont na portalach społecznościowych osób przebywających na L4 ma szansę ukrócić nadużywanie zwolnień chorobowych przez pracowników. To dobre zjawisko. Gorzej jednak, gdy wahadło zaczyna wychylać się w drugą stronę i pracownicy, mimo choroby, nadal przychodzą do pracy. To nie tylko obniża ich efektywność, ale przede wszystkim stwarza zagrożenie dla współpracowników, którzy łatwo mogą się zarazić. Warto więc zachować we wszystkim umiar i używać z głową, zamiast nadużywać.

Joanna Niemyjska (Zielona Linia 19524, Centrum Informacyjne Służb Zatrudnienia)

 


Potrzebujesz dostępu do starszych informacji? Skorzystaj z naszego Archiwum wiadomości.
Uwaga! Wszystkie treści i materiały zamieszczane na portalu www.zielonalinia.gov.pl, opracowywane przez grupę redakcyjną, mają charakter informacyjny. Redakcja portalu dokłada wszelkich starań, aby informacje w nim zawarte były rzetelne i wiarygodne. Nie stanowią one wiążącej interpretacji przepisów prawnych.