Strona główna > Dział Powroty>Chat > Jak pomóc w polskiej szkole dzieciom powracającym z rodzinami z czasowej emigracji



Archiwum rozmów

Jak pomóc w polskiej szkole dzieciom powracającym z rodzinami z czasowej emigracji?

Ekspert: prof. dr hab. Halina Grzymała–Moszczyńska – psycholog kulturowy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Termin spotkania: 4 listopada 2010 roku

Wybierz interesujący Cię fragment rozmowy:

Przygotowanie dzieci do powrotu
Nauka w zagranicznych szkołach sobotnich

Powrót z dzieckiem do Polski
Jak wybrać najodpowiedniejszą szkołę dla dziecka; jak pomóc dziecku w adaptacji do nowych warunków

Jak polska szkoła może pomóc dziecku, które wróciło z czasowej emigracji?
Jaką pomoc dzieciom powracającym z zagranicy oferuje polska szkoła; w jaki sposób mogą pomóc nauczyciele

Szok kulturowy
W jaki sposób dziecko przeżywa szok kulturowy; jak rodzice mogą mu pomóc

PRZYGOTOWANIE DZIECI DO POWROTU

agucha: Uczę w polskiej szkole sobotniej, naszymi uczniami są zarówno dzieci, które pozostaną na emigracji jak i te które wrócą. Jak można przygotować takie dzieci (w wieku od 3 do 12 lat) do powrotu do Polski i do polskiej szkoły? Pytam albowiem rodzice czasami wydają się nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji, w której stawiają swoje dzieci a my jako nauczyciele chcielibyśmy pomóc tym dzieciom i zachęcić je do uczestnictwa w naszej szkole. Czy Pani zdaniem uczęszczanie do polskiej szkoły za granicą pomaga dziecku w odnalezieniu się już po powrocie?

Halina Grzymała-Moszczyńska: Z pewnością pomaga w kwestii kompetencji językowej, ale może warto też „przemycić” do programu wiedzę o różnicach kulturowych, o tym jak polska szkoła i Polska będą się różniły od tego do czego przywykły w kraju, w którym obecnie przebywają? Różnice mogą bowiem być dramatyczne i traumatyczne.

Michał: A propos różnic kulturowych sugerowałbym nie tylko „przemycanie” świadomości o różnicach kulturowo – ekonomicznych, ale też – w dostosowanej wersji – o ich przyczynach (rozbiory, brak kolonii, klimat, zniszczenia wojenne) – acz bez martyrologii a la aktualna siła przewodnia narodu i mesjanizmu...

Halina Grzymała-Moszczyńska: Oczywiście tłumaczenie kontekstu różnic jest bezwzględnie konieczne!!!

POWRÓT Z DZIECKIEM DO POLSKI

Maryl71: Moje dziecko słabo zna polski, jeśli wrócę z nim w trakcie VI klasy, bo tak się zanosi, czeka go jeszcze sprawdzian na koniec podstawówki. Czy w takiej sytuacji lepiej poczekać z powrotem, żeby mógł od razu zostać przyjęty do gimnazjum po nostryfikacji świadectwa z Wielkiej Brytanii? Nie wiem, czy nie szkoda go narażać na stres z egzaminem, poznawaniem nowych kolegów tylko na parę miesięcy itp.

Halina Grzymała-Moszczyńska: To wszystko zależy od tego jak łatwo syn się adaptuje w nowym środowisku – jeśli ma z tym kłopoty to lepiej poczekać, ale jeśli to nie jest dla dziecka wielki problem to może już w szkole podstawowej zacząć budować sobie nową siatkę przyjaciół.

Justyna_Bonk: Mój syn po powrocie będzie chodzić do liceum, ale nie wiem do jakiego typu szkoły go lepiej wysłać w Polsce, bo wracamy po 10 latach z USA i miał mało kontaktu z polskim (nie chodził do szkoły sobotniej). Nie chcę ryzykować zwykłego liceum, myślę raczej o dwujęzycznym albo o klasie IB, ale czy IB nie będzie dla niego za trudna? Jak to ocenić przed wyjazdem, żeby nie utrudnić mu życia? Czy w Polsce można do kogoś się zwrócić, aby ten poziom pomógł określić? Czy muszę mu pomóc wybrać sama? Co powinnam zrobić? Dziękuję za informacje!

Halina Grzymała-Moszczyńska: Szkoła dwujęzyczna wydaje się jedynym logicznym wyjściem. Z drugiej strony wiele zależy od tego jaki poziom miała szkoła do której syn chodził w Stanach, jaki poziom wiedzy stamtąd wyniósł. Trzeba nawiązać kontakt z wybraną szkołą w Polsce, która ma klasę z IB i od nauczycieli/dyrekcji tej szkoły dowiedzieć się czegoś więcej o wymaganiach wobec uczniów i dopiero wtedy porównać zasoby szkolne syna wyniesione ze szkoły amerykańskiej. Nie znam instytucji w Polsce, która miałaby w swoim profilu świadczenie takich usług związanych z kwalifikacją dzieci po szkole zagranicznej do odpowiedniego typu szkoły w Polsce.

Michał: @ Justyna Bonk: Zdecydowanie polecam IB. Po takim czasie w USA dziecko jest przyzwyczajone do bycia krytycznie konstruktywnym, a to niestety nie tylko w szkołach, lecz i na uniwersytetach nie jest mile widziane (piszę z własnego doświadczenia). Program IB wymusza większe otwarcie u nauczycieli na inne opinie.

korinna: Jak mogę jako rodzic pomóc w tym, żeby dziecko nie miało kłopotów w życiu społecznym – czy mimo gorszej znajomości języka na początku warto je np. zapisać na zajęcia sportowe, „zorganizować” w ten sposób nowych znajomych, zapraszać kolegów z klasy do domu, przejąć w jakiś sposób inicjatywę, bo mały jest nieśmiałkiem.

Halina Grzymała-Moszczyńska: Tak to świetny pomysł – najskuteczniejszy sposób w przełamaniu izolacji i zbudowaniu nowej siatki koleżeńskiej.

Michał: @ korinna & @ Halina Grzymała-Moszczyńska: Zdecydowanie znakomity pomysł. Dziecko jest wtedy traktowane przez innych jako współuczestnik, a nie „spad” z obcej planety.

patricia001: Czy z psychologicznego punktu widzenia ogólnie powrót z dzieckiem jest bardziej korzystny w wakacje przed rozpoczęciem roku szkolnego, czy w trakcie roku szkolnego? Mi się wydaje, że przed wrześniem ze względów formalnych, ale czy termin może być też ważny ze względu na psychologiczny rozwój dziecka? Łatwość przystosowywania się, o którym Pani pisała to jedno, ale w trakcie roku klasa jest już określoną grupą i chyba wtedy trochę gorzej reaguje na zmiany, nowe osoby. W każdym razie, czy rodzice powinni termin powrotu przemyśleć i pod tym względem?

Halina Grzymała-Moszczyńska: Im bardziej skonsolidowana grupa tym trudniej znaleźć w niej miejsce dla nowej osoby. A więc wakacje, zanim grupa szkolna się skonsoliduje mają wyraźny plus. Poza tym szok kulturowy przeżywamy wtedy gdy musimy funkcjonować zawodowo w nowym miejscu (a w wypadku dziecka w szkole), natomiast inność w atmosferze relaksu jest całkiem atrakcyjna (lubimy inność w czasie wakacji). Dlatego „oswojenie” miejsca w którym dziecko ma rozpocząć naukę szkolną przed a nie w trakcie, rozpoczęcia tej nauki jest bezcenne. W końcu rozsądny zwierzchnik również powinien dać pracownikowi chwilę czasu na „odnalezienie się „ w nowym miejscu, a nie oczekiwać, że ze 100% wydajnością zacznie on wypełniać swoje obowiązki poniekąd z marszu, na drugi dzień po przyjeździe.

vieslav: Mam problem i dlatego proszę o opinię Pani Profesor – wracam z dzieckiem na rok do Polski, a potem znowu wyjeżdżamy, nazwijmy to tak, na moja nowa placówkę. Wiem, że istnieje coś takiego jak obowiązek szkolny i muszę jako rodzic się z niego wywiązać, ale wolałbym córce zapewnić indywidualne nauczanie (czy też domowe), nie wykluczając jej oczywiście z aktywności typowych dla jej rówieśników (zresztą ma tu dużo znajomych z pobytów wakacyjnych). Proszę o opinię, czy taki typ nauki byłby w tej wyjątkowej sytuacji uzasadniony (córka będzie potem kończyć „liceum” za granicą i w planach ma podjęcie w tamtym kraju studiów; rok w polskiej szkole wydaje się trochę zbyt kłopotliwy).

Halina Grzymała-Moszczyńska: Jest to poważna decyzja z pełnymi konsekwencjami. Nauczanie indywidualne jest wyjściem mniej kosztownym na krótką metę, ale myślę, że dla dziecka Polska będzie po prostu miejscem wakacyjnym w dalszym życiu. Czy to dobrze, czy to źle nikt z nas teraz nie przesądzi. Wiele dzieci o takich biografiach wraca na jakiś czas do Polski w trakcie studiów (Erasmus i nie tylko) i zawsze pojawia się gdzieś w rozmowach motyw, że przyjechali coś „nadrobić” i „uzupełnić”, ale potem wracają do innego kraju… Boję się, że nic konkluzywnego nie potrafię powiedzieć, chyba tylko tyle, że trzeba przemyśleć bilans zamknięcia...

JAK POLSKA SZKOŁA MOŻE POMÓC DZIECKU, KTÓRE WRÓCIŁO Z CZASOWEJ EMIGRACJI?

korinna: Dowiedziałam się, że szkoła może dziecku po powrocie dać bezpłatne lekcje polskiego i z innych przedmiotów, ale czy można też liczyć na pomoc psychologiczną szkoły w razie problemów (nieodpłatną)? W jakiej formie, poproszę o wszelkie wskazówki, kogo trzeba dopytać, do kogo się zgłosić?

Halina Grzymała-Moszczyńska: Temat powrotu dzieci z emigracji wraz z rodzicami jest bardzo nowym zagadnieniem i uczciwie mówiąc psychologowie – szczególnie ci, którzy ukończyli studia kilka lub kilkanaście lat temu nie spotkali się z tym zagadnieniem w trakcie studiów. Dlatego nie sposób odpowiedzialnie powiedzieć, że każdy psycholog szkolny, lub psycholog pracujący w Poradni Wychowawczo Zawodowej będzie w stanie udzielić wsparcia dziecku przeżywającemu trudności w adaptacji do funkcjonowania w szkole. Myślę, że szczególnie wielka jest tutaj rola rodziców, którzy wrócili razem z dzieckiem, bowiem to oni mają wspólne z dzieckiem doświadczenia dotyczące tego co było „tam” i też tego, a może nawet przede wszystkim tego, co się dzieje tutaj. Bo kłopoty nie ograniczają się przecież do kłopotów w szkole, wcale nie mniej kłopotów jest w funkcjonowaniu społecznym po powrocie.
Innym źródłem wsparcia dla dzieci i rodziców w kwestii pomocy w procesie powtórnej akulturacji w Polsce mogą być organizacje pozarządowe pomagające cudzoziemcom w akulturacji w Polsce. Pracuje w nich wielu psychologów specjalizujących się w problematyce międzykulturowej – mają oni kompetencje aby pomóc w takich kłopotach związanych z powrotem do Polski.

marli61: Jak szkoła może pomóc takiemu dziecku jak ma ogromne braki w języku polskim, słabo mówi, czyta, pisze, niewiele rozumie?

Halina Grzymała-Moszczyńska: Przede wszystkim warto dziecko włączyć w jak najwięcej aktywności rówieśniczych, a jeśli takich dzieci w szkole lub w kilku szkołach w dzielnicy jest więcej to może warto stworzyć jedną grupę dydaktyczną dla wszystkich? Pewnym magnesem dla dzieci byłoby znalezienie się w gronie innych którzy tez mieli podobne doświadczenia zagraniczne a teraz podobne trudności w Polsce – no i możność porozmawiania w języku kraju z którego się przyjechało tez może być bardzo atrakcyjna. Jeśli jest kilkoro dzieci w szkole lub w dzielnicy, które są w takiej sytuacji, to warto wystąpić do dyrekcji szkoły/szkół o zorganizowanie lekcji języka polskiego nie przez któregokolwiek z polonistów z lokalnej szkoły, ale kogoś kto ma specjalizację w nauczaniu języka polskiego jako języka obcego. Dlaczego polonista bez specjalizacji „nauczanie języka polskiego jako obcego” nie nauczy dzieci cudzoziemskich, ale też dzieci polskich powracających z emigracji języka polskiego?

  • nie zna odpowiedniej metodyki, bo na studiach poznaje metodykę nauczania dzieci i młodzieży polskiej, żyjących cały czas w Polsce;
  • nie ma wiedzy na temat odpowiedniego warsztatu metodycznego (specjalistyczne podręczniki, pomoce audiowizualne, plansze itp.);
  • nie potrafi dostosować słownictwa do poziomu językowego ucznia;
  • zwykle uczy gramatyki opisowej, a nie funkcjonalnej;
  • nie wie, co w nauce języka polskiego i w którym jego obszarze jest dla uczniów, o których tu mowa, najtrudniejsze;
  • nie jest świadomy potrzeb takich uczniów co do nauczania komunikacyjnego.
Dziś są już na kilku uczelniach (np. w Krakowie na UJ, w Katowicach, Wrocławiu, Warszawie, Lublinie) studia magisterskie II stopnia i/lub studia podyplomowe kształcące polonistów i neofilologów w tym kierunku.

Nauczyciel: Od września b.r. naukę w klasie II rozpoczęła dziewczynka, która przebywała w Anglii przez 6 lat i ukończyła tam klasę I. W badaniu psychologicznym znajdują się m.in. takie wskazania: dostosowanie wymagań edukacyjnych, objęcie zajęciami wyrównawczymi, zorganizowanie dla dziecka dodatkowych lekcji języka polskiego. Zajęciami wyrównawczymi objęłam uczennicę w ramach godzin tzw. kartowskich. Wielokrotnie rozmawiałam z dyrektorem na temat konieczności dodatkowych godzin języka polskiego, ponieważ problemy dziewczynki to przede wszystkim myślenie, rozumienie i wypowiadanie w języku polskim. W rozmowach powoływałam się również na informacje uzyskane na stronie powroty.gov.pl. Argumenty dyrektora:

  1. W opinii psycholog nie powołuje się na odpowiednie przepisy (może będzie w pracy od listopada to wtedy poprawi).
  2. Dodatkowe godziny z języka polskiego z godzin „karcianych” (mam już przeznaczone na inne zajęcia).
  3. W szkole przyznano już bardzo dużo godzin indywidualnego nauczania, rewalidacji, a to bardzo kosztuje.
Jak mam przekonać dyrektora o przyznanie dziecku dodatkowych godzin języka polskiego? Dziewczynka nie jest pozostawiona sama sobie na lekcji, wspieram ją jak mogę. To dziecko chętne do nauki.

Halina Grzymała-Moszczyńska: Myślę, że warto wskazać dyrekcji szkoły na skutki pozostawienia takiego dziecka bez pomocy: kłopoty najpierw w radzeniu sobie z wymaganiami szkolnymi, a później problemy wychowawcze w konsekwencji mogą być droższe niż wygospodarowanie środków na pomoc w nadrobieniu kłopotów językowych. Takie oszczędności są bardzo drogie!

Michał: @ Nauczyciel: A może przekonać pozostałe dzieci do pomocy nowej koleżance? Bazując na własnym doświadczeniu: trafiłem do szkoły niemieckiej w Holandii nie znając słowa języka (poza tym co w Klossie i 4 pancernych). Na początku ręce bolały od gestykulacji. Po pół roku już jako tako się porozumiewałem po niemiecku, dzięki temu, że większość innych uczniów (przy wspomaganiu nauczycieli) nie traktowała mnie jak obcego dziwoląga... Jeśli chodzi zaś o język ojczysty – doradzam przekonywanie do czytania. Mój pierwszy kontakt z polską szkołą był w wieku 5-tej klasy, dzięki temu, że przedtem połknąłem bakcyla czytania nie miałem najmniejszych problemów z ortografią, gramatyką oraz zasobem słów.

Halina Grzymała-Moszczyńska: To bardzo dobry pomysł, żeby inne dzieci z klasy pomogły – można im przecież dzięki temu bardzo dobrze budować samoocenę „ja też potrafię kogoś czegoś nauczyć” a nie tylko „mnie uczą”.

patricia001: W sprawie pytania @ Nauczyciel – ja bym się jeszcze w rozmowach z dyrekcją podpierała tym, że jest podstawa prawna do organizacji takich dodatkowych zajęć dla dziecka – Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 1 kwietnia 2010 r. w sprawie przyjmowania osób niebędących obywatelami polskimi do publicznych przedszkoli, szkół, zakładów kształcenia nauczycieli i placówek oraz organizacji dodatkowej nauki języka polskiego, dodatkowych zajęć wyrównawczych oraz nauki języka i kultury kraju pochodzenia (Dz.U. z 2009 r. Nr 57 poz. 361). A wracając do sprawy psychologii powrotów, to może warto byłoby zainteresować sieć szkół sobotnich zagranicą przygotowywaniem do powrotu, a wcześniej uczelnie kształcące psychologów stworzeniem takich programów? W końcu będziemy przecież migrować coraz częściej i częściej, bo taka też jest idea UE (i słusznie!!!), więc...

Halina Grzymała-Moszczyńska: Oczywiście warto pamiętać o Rozporządzeniu. Natomiast tworzenie programów szkół sobotnich pod kątem przygotowywania do powrotów i re-akulturacji w Polsce to sprawa niebywale ważna i trudna. Z moich badań prowadzonych wśród nauczycieli pracujących w takich szkołach wynika, że w wielu wypadkach są to osoby, które realizują tą funkcję zupełnie wolontaryjnie jako chwilowy „przerywnik” związany z pobytem w danej miejscowości i możliwościami czasowymi. Kwestia treningu kulturowego to sprawa bardzo specjalistyczna i może więc warto pomyśleć o stworzeniu forum dla nauczycieli (platformy e-lerningowej), którzy chcieliby w tym problemie specjalizować się lub uwzględniać go w swojej pracy.

SZOK KULTUROWY

Michał: Gdy czytam o szoku kulturowym, to najbardziej winię za to rodziców, którym chyba brak wyobraźni w tłumaczeniu „z polskiego na nasze”, a może jest to wynik braku otwartego spojrzenia na różnice między środowiskami, przy założeniu, że wszyscy ludzie są tacy sami, ot, trochę ksenofobii i pogoni za pieniędzmi. A jakie są opinie i doświadczenia innych?

Halina Grzymała-Moszczyńska: Szok kulturowy nie jest niczyją „winą”. Jest to absolutnie normalna reakcja na znalezienie się w nowym środowisku i związane z tym kłopoty w poradzeniu sobie z tymi trudnościami. To co rodzice mogą i powinni to wspierać dziecko by nie przeżywało tych trudności w kategorii „jestem gorszy”, tylko wiedziało, że może się tak czuć bo sytuacja jest bardzo trudna. Faktem jest że wielu rodziców ma skłonności aby takie problemy dziecka lekceważyć, jako relatywnie mniej ważne niż ich (np. trudności w znalezieniu pracy, mieszkania).

Tomik_rej: Czy dla rodziców dzieci, które ten szok kulturowy przechodzą, może Pani polecić jakieś warsztaty czy lektury? I jeszcze jedno pytanie – czy rozsądne jest, żeby dziecko wysyłać do kraju samo (nastolatka), podczas gdy rodzice zostają za granicą? Mam wrażenie, że rodzice czasem tego do końca nie przemyślą i wrzucają dziecko na zbyt głęboką wodę i to jeszcze zupełnie osamotnione...

Halina Grzymała-Moszczyńska: Co do warsztatów dla rodziców to jak na razie ich nie ma. Jest jednak dobra wiadomość, na Uniwersytecie Jagiellońskim w grudniu kończymy pierwszą edycję studiów podyplomowych dla nauczycieli „Mentorów kulturowych”, którzy mają pracować z dziećmi cudzoziemskimi, ale też właśnie z dziećmi powracającymi z emigracji, jak również z ich rodzicami. Tak więc jest nadzieja, że warsztaty wkrótce się pojawią. Co do lektur o szoku kulturowym to na poziomie popularnym są krótkie poradniki na stronach uniwersytetów amerykańskich dla studentów wyjeżdżających za granicę. Spośród lektur bardziej profesjonalnych polecam książkę Colleen Ward „Culture Shock”.
Nie wchodząc w zbyt wiele szczegółów chciałabym powiedzieć o tym, ze szok kulturowy ma kilka faz. Na początku nowe miejsce, do którego przybywamy może wywołać fascynację i zachwyt, że się tam człowiek znalazł (choć może być też odwrotnie, może wywołać przerażenie, bo czujemy się w nim obco). W miarę tego jak przebywamy w nowym miejscu dłużej, dostrzegamy coraz więcej niezrozumiałych, nowych sytuacji, w których nie umiemy adekwatnie się zachować – przykładowo ludzie obrażają się na nas gdy my sądzimy, że to co mówimy jest tylko żartem, ewentualnie śmieją się gdy my mówimy o rzeczach według nas poważnych – nie rozumiemy zasad jakie kierują komunikacją międzyludzką w nowym miejscu. Kolejne stadium to przeżywane bardzo przykro stadium poczucia osamotnienia, izolacji, poczucia, że jesteśmy gorsi. Po jakimś czasie ta złość obraca się przeciwko ludziom w nowym miejscu – już nie my, ale oni są „dziwni” lub „głupi”. W miarę tego jak uczymy się funkcjonować w nowym miejscu ten stan mija, poznajemy reguły funkcjonowania, „oswajamy” nowe miejsce. Po kilku miesiącach stan dyskomfortu mija, ale czasami wystarczy jedna sytuacja, konflikt i znowu proces zaczyna się od początku. Dlatego w psychologii kulturowej mówimy niekiedy, że szok kulturowy można opisać przy pomocy litery W, kiedy to poczucie porażki i zwycięstwa w procesie akulturacji w nowym miejscu wraca kilkukrotnie.
Pomysł wysyłania dziecka samego do Polski w wypadku gdy rodzice zostają za granicą jest bardzo, bardzo ryzykowny. Nie można generalizować i mówić „to się musi źle skończyć”, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie kto będzie to dziecko wspierał (a nie tylko dawał jeść i dbał o postępy w szkole). Powiem więc „ostrożnie, to się może źle skończyć”.

Tomik_rej: Zaczynam myśleć, że dotykamy problemu nie tylko polskiego, ale w ogóle unijnego (zwłaszcza mam na myśli „nowe” państwa UE, które wysyłały i wysyłają wielu migrantów na Zachód). Czy na poziomie unijnym, a w każdym razie międzynarodowym (między naukowcami, nie chodzi mi o biurokrację w Brukseli) rozmawia się o tym jako o nowym kierunku w psychologii dzieci? Nie pytam o dorosłych, bo muszą radzić sobie sami, ale dzieci o swój rozwój raczej same nie zadbają.

Halina Grzymała-Moszczyńska: Myślę, że jeszcze nie powstał odpowiedni ciężar (liczba) problemów, aby o nich mówiło się w sposób specjalistyczny. Owszem są prace nad zagadnieniem dwujęzyczności, ale to co innego. Są publikacje o „post-Erasmus syndrom” o problemach z re-adaptacją studentów powracających z wymiany międzynarodowej i mających trudności z odnalezieniem się w swoich krajach. Jak na razie to raczej pojedyncze prace magisterskie i doktorskie, które dotykają tego problemu. Są programy nauczania w Wielkiej Brytanii dla dzieci pracowników sezonowych (prof. John Sawyer z Oksfordu) ale wydaje mi się, że jednak nie o takie programy chodzi w naszej rozmowie.