Powrót

Umysł zwierząt nie ma przed nią tajemnic [WYWIAD]

Artykuł zgodny ze stanem prawnym na dzień: 2018-01-29

Zawód behawiorysty nie jest uregulowany prawnie. Niemal każdy może pomagać zwierzętom i nazywać siebie w ten sposób, ale mało kto ma predyspozycje, by ten zawód wykonywać z pasją. O tajnikach pracy behawiorysty, źródłach problemów ze zwierzętami i najlepszych nagrodach dla nich opowiada nam certyfikowana trener zwierząt, behawiorystka i petsitter Joanna Kiełbasa.

Behawiorysta zwierzęcy nie jest zbyt popularnym zawodem. Skąd pomysł, aby tym się zajmować? Dlaczego np. nie weterynarz?

 

Około 15 lat temu miałam problem z rodzinnymi psami, pojawiła się między nimi agresja. Razem z rodzicami poszukiwaliśmy wtedy kogoś, kto nam pomoże, w Białymstoku nie było nikogo odpowiedniego. W końcu znaleźliśmy numer do zoopsychologa z innego miasta. Pani po wysłuchaniu historii psów powiedziała: „Proszę je zamknąć same w pokoju, jeśli dojdą do porozumienia, to znaczy, że nie będzie problemu, jeśli nie, należy je rozdzielić”. Chciałam tylko zaznaczyć, że to była amstaffka i jamniczka, więc również olbrzymie zagrożenie, że jamniczka nie wyjdzie z tej sytuacji żywa. Nie zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie, ostatecznie musieliśmy oddać jednego z psów. To był mój pierwszy kontakt z człowiekiem, który ma pomagać w takich sytuacjach. Już wtedy w mojej nastoletniej głowie pojawił się pomysł na moją przyszłość.

 

Kiedy wybierałam się na studia, nie sądziłam, że praca ze zwierzętami może być zawodem dochodowym, więc wybrałam co innego, padło na pracę socjalną, bo lubię pracować z ludźmi. Mniej więcej w połowie studiów, uzmysłowiłam sobie, że nie chcę tego robić. Zdecydowałam, że zacznę zgłębiać wiedzę dotyczącą umysłu zwierząt. Wtedy też pojechałam na mój pierwszy weekendowy kurs dotyczący psów, z doskonałym specjalistą, behawiorystą z Wielkiej Brytanii Amber Batson. Moja nowa ścieżka edukacyjna rozpoczęła się właśnie wtedy. Po kilku wyjazdach zdecydowałam się, że potrzebuję czegoś więcej, dyplomu. Chciałam wziąć udział w rocznym kursie Dyplomowym COAPE, niestety kurs kosztuje bardzo dużo, nie było mnie na niego stać. W końcu po paru miesiącach wzięłam ślub i jako prezent ślubny kupiłam sobie kurs.

 

Nigdy nie ciągnęło mnie do pracy jako weterynarz, wydawało mi się, że to trudny i wymagający zawód. Okazuje się jednak, że bycie behawiorystą to również olbrzymia odpowiedzialność i czasami dużo wyrzeczeń.   

 

Jak wyglądała Pani ścieżka zawodowa, czyli jakie szkoły trzeba skończyć, aby wykonywać taką profesję? Domyślam się, że pewnie taka nauka nigdy się nie kończy…

 

Zawód behawiorysty nie jest uregulowany prawnie, właściwie każdy może nazwać się behawiorystą i pomagać właścicielom i ich zwierzętom. Jest wiele osób, które nazywają się behawiorystami czy zoopsychologami, a ich wiedza jest bardzo uboga lub dawno „przeterminowana”.

Zawód behawiorysty wymaga ciągłego dokształcania, nie można stać w miejscu.

Kiedy zaczynałam swoją karierę jako behawiorysta, na rynku polskim było kilka kursów o tej tematyce. Dzisiaj mamy już kierunek studiów.

 

Moja ścieżka zawodowa zaczęła się od dyplomu behawiorysty, następnie trenera posłuszeństwa, kurs przewodnika psa tropiącego, trenera obedience, aktualnie jestem w trakcie kolejnego kursu instruktorskiego online z Wielkiej Brytanii. To wszystko w ciągu 8 lat. Co roku jeżdżę na co najmniej 4-5 weekendowych seminariów o różnej tematyce, oczywiście dotyczącej psów.

 

Poza miłością do zwierząt, jakie trzeba mieć jeszcze predyspozycje, aby móc pracować w zawodzie zwierzęcego behawiorysty?

 

Najważniejsze to umiejętność pracy z ludźmi, bardzo dużo osób interesujących się zawodami związanymi ze zwierzętami zapomina o tej ważnej rzeczy.

Jako behawiorysta pracuję ze zwierzętami w bardzo ograniczonym zakresie, większość pracy dotyczy ludzi, bo to opiekunowie zwierząt mają z nimi pracować, to oni spędzają z tym zwierzęciem najwięcej czasu.

Ważna jest również dyspozycyjność, czasami są sytuacje, które wymagają natychmiastowego działania, np. pies ugryzł właściciela i rodzina nie wie, co ma zrobić z psem.

 

Myślę, że przydaje się również otwarty umysł i kreatywność, bo każdy pies to indywidualna jednostka, na którą „normalne” metody mogą nie zadziałać. Nie każde rozwiązanie nada się dla każdej rodziny. 

 

Równie potrzebna umiejętność to organizacja czasu, odpowiednie ustalenie sobie grafiku, w dużej mierze jest to praca w domu, aby dzień nam się nie rozmył, musimy mieć ustalony plan dnia.

 

Jakie są największe plusy i minusy tej pracy?

 

Plusem będzie na pewno kontakt ze zwierzętami oraz wielka radość z efektów pracy, np. kiedy pies zmienia się z agresywnego osobnika w potulną owieczkę.

 

Jednym z minusów jest praca z trudnym klientem (opiekunem psa), raz na jakiś czas trafia się osoba, która ma olbrzymie trudności w zmianie swojego zachowania i w zrozumieniu, co jest najlepsze dla psa w danym momencie. Po przeciwnej stronie z kolei jest praca z cudownymi ludźmi, którym zależy na dobru ich pupili.

 

Minusem jest również to, że w dużej mierze jest to praca w domu – pisanie zaleceń dla klientów, ciężko jest ustalić sobie grafik, nie jest to praca od 8.00 do 16.00, często dzień się rozmywa, bo trzeba posprzątać, zrobić obiad i wiele innych.

 

Dla niektórych osób olbrzymim minusem może być ciągłe dokształcanie się, a co za tym idzie, wydawanie pieniędzy. Ja uwielbiam jeździć na różne tego typu wydarzenia i nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na kształcenie, bo te pieniądze po jakimś czasie się zwracają.  

 

Jak wygląda Pani typowy dzień pracy? A może każdy dzień jest inny?

 

Zdecydowanie każdy dzień jest inny, również z tego względu, że jestem petsitterem, prowadzę domowy hotel dla zwierząt. Zwykle mój dzień składa się z wizyt u klientów, na których poznaję psy w ich naturalnym otoczeniu, przeprowadzam wywiady, piszę raporty ze spotkań. A między tymi zajęciami wyprowadzam psy na spacery, karmię i przytulam. 

 

Z jakimi problemami najczęściej zwracają się do Pani klienci?

 

Właściwie to jest jedna, główna przyczyna – lęk. Lęk pod różnymi postaciami: lęk separacyjny (kiedy pies boi się zostawać sam), agresja o podłożu lękowym (do ludzi i do innych zwierząt) oraz obawa przed światem i ludźmi.

 

Często też klienci zgłaszają się z problemem ciągnięcia na smyczy. 

 

Skąd biorą się problemy ze zwierzętami, w tym wypadku - psami? Czy to kwestia niewłaściwego traktowania zwierząt?

 

Może nie niewłaściwego traktowania zwierząt, bardziej z nieświadomości co należy, a czego nie należy robić. Jest wiele wskazówek przekazywanych z pokolenia na pokolenie, np. jeśli pies nasiusia w domu, należy go okrzyczeć i wcisnąć nos w kałużę, niestety dzięki temu zabiegowi, nie tylko nie uczymy psa załatwiania się w odpowiednim miejscu, ale dodatkowo szczeniak traci do nas zaufanie, zaczyna się bać.

 

Wiele problemów wynika z braku socjalizacji, pies przez cały okres kwarantanny (kiedy wykonuje się podstawowe szczepienia) nie jest wypuszczany na podwórko, nie poznaje nowych miejsc, nowych twarzy, innych zwierząt. Gdy wyjdzie na pierwszy spacer wszystko jest straszne, a my dodatkowo zmuszamy takiego pieska, żeby szedł do przodu, bo przecież od tego jest spacer. Znowu pies traci do nas zaufanie, a jego poczucie bezpieczeństwa jest zdruzgotane na samym początku życia w nowym domu.

 

Na swojej stronie pisze Pani, że stosuje zarówno nagrody, jak też kary dla zwierząt. Czy mogłaby Pani podać przykłady takich nagród i kar? Wiele osób ma problem z tym, by karać zwierzęta, które przecież są traktowane jak jeden z domowników…

 

Nie chodzi tutaj o kary fizyczne, bicie psa w ogóle nie powinno mieć miejsca w relacji pies-człowiek. Oprócz tego, że moim zdaniem jest to nieetyczne, to z naukowego punktu widzenia, warunki wymierzania takiej kary powinny być sterylne, żeby proces nauki odbył się bez żadnych uchybień.

 

To, co ja zwykle robię, to wprowadzam sygnał braku nagrody, pies wie, że w danym kontekście zrobił coś nie tak lub sygnał przerywający (wcześniej wyuczony). Czasami jednak trzeba użyć czegoś silniejszego, wtedy używam izolacji, ale dosłownie na kilkanaście sekund, powtarzam w razie potrzeb.

Ważne natomiast jest to, żeby zauważyć, jaki jest problem i pracować nad nim, abyśmy nie musieli stosować kary.

Jako nagrody używam głównie smakołyków, ale również zabawy czy nagrody środowiskowej, np. w przypadku labradora taką nagrodą będzie możliwość popływania w stawie. Jednak nagrody zawsze dopasowuję do konkretnego psa i konkretnej sytuacji.   

 

Czy zdarzają się problemy, których nie jest Pani w stanie rozwiązać? Z czego to wynika?

 

Bywają trudne przypadki, które niestety wymagają bardzo dużo pracy ze strony właściciela i dużo poświęceń. Często to właśnie przez czynnik ludzki nie udaje się rozwiązać problemu, głównym powodem jest brak czasu czy brak chęci.

 

Uczyła też Pani psy odnajdywania ludzi w grupie tropiącej. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o tym? Ile czasu trwa nauka psa, jakie rasy sprawdzają się w tym wypadku najlepiej i gdzie trafiają później wyszkolone psy?

 

Praca w naszej grupie tropiącej była typowo rekreacyjna, aby zmęczyć i zadowolić psy. Pracę tropieniową stosowałam również jako pomoc w pracy behawioralnej, np. przy lęku do ludzi.

 

Szkolenie do realnej pracy jest bardzo wymagające, spotkania muszą być dość regularne, zajmują one wtedy bardzo dużo czasu i trzeba dbać o kondycję swoją i swojego psa. W trakcie takiego szkolenia dużą uwagę zwraca się na odłożenie, czyli czas, przez jaki pozorant znajduje się w jakimś określonym miejscu i długość śladu. Jest dużo elementów, które należy przepracować, ale przede wszystkim przewodnik i pies muszą stać się zespołem, który pracuje razem, w tym samym kierunku. Często jest to trudne, bo psy nie zawsze ufają swoim opiekunom i trzeba to zmienić.

 

Oczywiście są rasy bardziej predysponowane do pracy tropieniowej, nazywamy je „maszynami do tropienia”. Na pewno są to rasy myśliwskie: posokowiec bawarski czy gończy polski. Kiedy taki pies zaczyna pracę, właściwie chodzi tylko o to, aby wykształcić umiejętności jego przewodnika i aby stworzyć z tych dwóch jednostek – zespół, bo pies węszenie ma w pakiecie.

 

Czy poza pasją do psów ma Pani jeszcze czas inne zainteresowania? Jak najchętniej spędza Pani wolny czas?

 

Niestety bardzo często jest problem z czasem wolnym, zawsze z tyłu głowy jest prowadzenie firmy czy trudny przypadek behawioralny. Natomiast jeśli znajdzie się wolna chwila, pójdę na długi spacer w lesie z moim psem, poczytam książkę, thriller lub sensację, obejrzę dobry film lub pójdę z mężem na kolację.

 

Joanna Kiełbasa – magister pedagogiki o specjalności pracownik socjalny, absolwentka Uniwersytetu w Białymstoku. Absolwentka rocznego kursu Dyplomowego COAPE, realizowanego w Krakowie. Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE (CAPBT). Od 2012 roku właścicielka firmy Dla Psa Kiełbasa w Białymstoku. Trener zwierząt, behawiorysta, petsitter, właścicielka 6-letniej labradorki o imieniu Chili.  Więcej informacji o jej działaniach można znaleźć na stronie internetowej.

 

 

Rozmawiała Joanna Niemyjska (Zielona Linia 19524, Centrum Informacyjne Służb Zatrudnienia)

 

 


Potrzebujesz dostępu do starszych informacji? Skorzystaj z naszego Archiwum wiadomości.
Uwaga! Wszystkie treści i materiały zamieszczane na portalu www.zielonalinia.gov.pl, opracowywane przez grupę redakcyjną, mają charakter informacyjny. Redakcja portalu dokłada wszelkich starań, aby informacje w nim zawarte były rzetelne i wiarygodne. Nie stanowią one wiążącej interpretacji przepisów prawnych.